Szatan

沙灘shātān – (rzecz.) piaszczysta plaża

Z okazji soboty wybrałem się w towarzystwie dwóch znajomych rodaków na poszukiwanie przyjemnego szatana w okolicy Taipei. Wybór padł na nadmorską miejscowość 金山Jīnshān, głównie ze względu na brak rzetelnych informacji w internecie. Natknąłem się jedynie na kilka wzmianek, z których wynikało, że ta okolica jest rzadziej uczęszczana przez obcokrajowców, a publiczna plaża – całkiem przyjemna.

Jak się okazało, szatanowanie jest na Tajwanie raczej mało popularne, a już na pewno nie tak jak w naszej Szuflandii. Po półtoragodzinnej jeździe autobusem wysiedliśmy pośrodku małego kurortu, nabyliśmy drogą kupna napoje wyskokowe w pobliskim 7-Eleven i udaliśmy się szukać szatana. Drogę sprawdziłem zawczasu na Google Maps, tam też znalazłem kilka zdjęć na których rzeczony szatan prezentował się całkiem nieźle – był piasek, było słońce i niewielu ludzi. Jakież było nasze rozczarowanie, kiedy odkryliśmy jak sprawy mają się poza sezonem. Otóż szatan zamienia się w śmietnik.

Brudny szatan
Brudny szatan

Ciekawe czy plaża jest brudna, bo nikt na nią nie przyjeżdża, czy nikogo na niej nie ma, bo jest zaśmiecona? Może Tajwańczycy po prostu nie przepadają za taką formą wypoczynku? Może mają dość słońca na co dzień i wolą nie smażyć się w dni wolne od pracy? A może wszyscy jeżdżą na południe, do墾丁Kěndīng – mekki backpackerów i surferów?

Nieco zmieszani, ale z niezłomnym postanowieniem wypicia piwa na plaży i wykąpania się w Pacyfiku ruszyliśmy na poszukiwanie skrawka w miarę czystego piasku, kiedy na drodze stanął nam żółw morski. Jak się okazało – martwy.

Żółw
Nieee, Donatelloooooo…

W końcu znaleźliśmy kawałek przestrzeni, który nadawał się do odpoczynku, wypiliśmy co mieliśmy i zdecydowaliśmy się przenieść na innego, prywatnego szatana, należącego do miejscowego młodzieżowego centrum wypoczynku. Ośrodek wyglądał jak żywcem przeniesiony z dowolnej nadmorskiej miejscowości w Szuflandii – dużo betonu i dykty, porządek taki sobie, a całość trąci myszką, ale nikomu to zbytnio nie przeszkadzało i ludzie dobrze się bawili. Choć chętnych na szatanowanie było niewielu, nie licząc grupy uczących się (z marnym skutkiem) pływać kajakiem i kilku surferów. Rozumiem, że szczyt sezonu już minął, ale dzień był śliczny, słonko prażyło, na niebie ani jednej chmury, fala nie za wysoka, woda ciepła, słowem – pogoda o jakiej marzy każdy, kto choć raz był nad Bałtykiem. Cóż, jeżeli miejscowych to nie zwilża, to więcej miejsca dla nas, białasów z pochmurnego kraju, którzy zrobią wiele, żeby zapracować sobie na raka skóry*.

Jak się okazuje, ośrodkiem kieruje Gargamel.

Jeżeli pogoda dopisze, w przyszły weekend wybiorę się do 福隆Fúlóng sprawdzić bardziej popularnego i, mam nadzieję, lepiej utrzymanego szatana. Kusi mnie, żeby spróbować surfingu, który jest na Tajwanie dość popularny, zarówno wśród miejscowych jak i turystów. Wiadomo – lans, bauns i takie tam… A w przyszłości, jeżeli obowiązki wywieją mnie do miast południowego Tajwanu, z chęcią zaliczę prawdziwy żar tropików na tamtejszych plażach.

*Uprzedzam pytania ewentualnie zatroskanych: oczywiście wysmarowałem się kremem z filtrem 50+. Jestem głupi, ale nie aż tak.

Reklamy

5 responses to “Szatan

  1. Pingback: Zemsta Szatana | Wyspa na Pacyfiku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s