PAŁECZKĄ PISANE: Tajfungi

Od czasu do czasu pogoda na Tajwanie spłata wszystkim figla. Nagle, ni stąd ni zowąd otworzą się niebiesia i wyleją na ziemię rzeki wody, a wiatr nie tylko podwieje halki niewiastom, ale zdmuchnie doniczkę z balkonu czy ubranie ze sznura. Nadciąga tajfun.

Zasadniczą (i jedyną) zaletą tajfunów jest to, że powodują wolne od pracy i szkoły. Skoro już wieje i leje, to przynajmniej można zostać w domu, wyspać się, poczytać książkę czy obejrzeć film. Chyba, że dzień wolny zostanie ogłoszony już w jego trakcie – tak jak dzisiaj. Dzień zacząłem, jak zwykle, bladym świtem, w strugach deszczu dostałem się na uczelnię, posiedziałem, porobiłem swoje i dopiero wtedy dowiedziałem się, że magistrat zdecydował o dniu wolnym i mogę wracać do domu… Pomyślałem najpierw, że jestem sam sobie winien, bo nie mam telewizora w domu, a takie rzeczy przecież zazwyczaj ogłaszają na kanałach informacyjnych, ale tym razem miejscy decydenci zaskoczyli wszystkich. Chcąc nie chcąc wróciłem do domu i, jak na aspirującego naukowca przystało, poszedłem spać.

Dzisiejsza ulewa (która zaczęła się wczoraj wieczorem i nie zelżała ani na chwilę przez ok. 18 godzin) nie była jeszcze tajfunem. Powiało trochę, zdmuchnęło mi stojak na parasole sprzed drzwi w róg tarasu, wychodząc rano z domu brodziłem po kostki w wodzie, ale była to nadal zwykła burza. Podobno magistrat obawiał się podtopień, dlatego wydał decyzję o dniu wolnym od pracy i szkoły. Obecnie całe miasto żyje nadzieję, że wolne przedłużą do jutra.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s